Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

Travelmarketing.pl | 12 grudnia 2018

Scroll to top

Top

1 Komentarz

Targi turystyczne (jak koń Pawlaka) to przeżytek

Targi turystyczne (jak koń Pawlaka) to przeżytek
Andrzej Glapiak

Zadanie dla Google – lista krajowych targów turystycznych. Różne źródła, analizy, odniesienia. Wielgachna lista wyników wyszukiwania. Niemniej jednak, po pewnym czasie spędzonym nad jej weryfikacją, wychodzi na to, że imprez wpisujących się w zadane hasło mamy w kraju – w ciągu jednego tylko roku – co najmniej 47 (!) Dacie wiarę? Niemal 4 imprezy targowe miesięcznie. I to w co najmniej 20 miastach Polski. Wow!… Tylko po co i dla kogo?

Oczywiście, możemy podyskutować, czy targi wyposażenia hoteli, gastronomii, łodzi, camperów i lotnisk na pewno wpisując się w linię powszechnie rozumianej turystyki. Pewnie nie i pewnie tylko są doklejone do głównej idei, powiększając sztucznie tę listę. Więc, po co aspirują do hasła tematycznego? O tym za chwilę.

Możemy oczywiście zawęzić tę listę tylko do tych, które de facto zajmują się turystyką zorganizowaną sensu stricto. Tych – jak podaje portal onlineweg.pl – mamy w 2013 roku co najmniej 15. Jak dla mnie to wciąż masa przyprawiająca o zawrót głowy.

Krajowe targi turystyczne umarły, bo przestały pełnić swoją podstawową funkcję

Pamiętam, lata 70., a nawet 80., kiedy to mój ojciec wyjeżdżał na targi poznańskie. Tamże, bo innych wówczas chyba nie było, a nawet jak były, to albo nikt o nich nie słyszał, albo w ogóle się nie liczyły, a co za tym idzie nie miały sensu. Poznań – ówczesna targowa i międzynarodowa marka sama w sobie. Wtedy faktycznie na takie wystawy jechało się ogłosić, pokazać nowości, podpisać lukratywne umowy, kontrakty. Coś kupić, coś sprzedać, coś podpatrzyć, czegoś nie nauczyć. Dla wielu była to inspiracja na kolejny rok pracy. A i same przygotowania do takiego święta trwały czasami miesiące.

A dziś? Narażając się pewnie wielu, a już na pewno samym organizatorom takich imprez, powiem wprost. Krajowe targi turystyczne umarły, bo przestały pełnić swoją podstawową funkcję. Nikt już dziś nie ogłasza na nich niczego nowego. Nikt nie podpisuje żadnych umów. Nikt nie kupuje i nie sprzedaje masowej liczby miejsc w samolocie, hotelu czy ośrodku wypoczynkowym.

Targi stały się miejscem quasi celebryckiej społeczności, świątynią wzajemnej adoracji i niezbędnego autoutwierdzania się służb marketingowych poszczególnych wystawców, że jeśli jesteśmy na hali to znaczy, że jesteśmy na rynku – że jeszcze żyjemy i daj Boże mamy się nieźle. Najważniejsze jest dobre samopoczucie i wieczorny event w tym samym, jak co roku gronie. Jego sens i jakość najlepiej oddają poranki drugiego i kolejnych dni wystawowych, kiedy to stoiska potrafią być zamknięte do 10, 12 a czasami w ogóle. Cel przecież jest, a raczej był gdzie indziej.

Targi stały się miejscem quasi celebryckiej społeczności, świątynią wzajemnej adoracji i niezbędnego autoutwierdzania się służb marketingowych poszczególnych wystawców, że jeśli jesteśmy na hali to znaczy, że jesteśmy na rynku

Inny aspekt dotyczy organizatorów wystaw. Targi to taki sam biznes jak każdy inny. W dodatku bardzo trudy. Zwłaszcza w ostatnich latach. W tej branży, też mamy zachwiania, kryzys, przejęcia, konsolidacje. Jeden organizator przejmuje 3-4 miasta targowe i koniecznie organizuje w nich całą swoją paletę imprez. Nieważne, że nie ma po co. Ważne, że targi turystyczne z założenia brzmią bardzo atrakcyjnie i w sprytny sposób można ściągnąć kolejną kasę od tych samych w dużej mierze wystawców.

Nawet jeśli zostawimy na boku aspekt społecznego zapotrzebowania na takie imprezy, w co najmniej 20 miastach Polski, to problem tkwi także w tym, że za pierwotną ideą wzbogacenia swojego portfela nie idzie nic więcej. Archaiczna forma polegająca na wynajęciu powierzchni za grubą kasę, skasowania za prąd, internet na stoisku i tzw. ochronę, czasami kilku imprez towarzyszących oraz nieśmiertelnym konkursem na tzw. najlepszy produkt targów ma już pewnie kilkudziesięcioletnią historię i pamięta czarującą formę programów – skądinąd – mistrza Tony’ego Halika. Halo! Czasy się jednak zmieniły!

Od kilku lat z żalem, zatem obserwuję degradację tych najważniejszych w kraju imprez branżowych. Kurczenie się listy tematycznych wystawców, ograniczania powierzchni wystawowych, rozmieniania na drobne hasła – turystyka. Dziś, cross saling wszedł także pod dach hal targowych. Stąd pewnie na listach imprez targowych znajdziemy niemal wszystko. Bo kto powie, że np. targi zbieraczy owoców leśnych nie można podpiąć pod hasło turystyczne? Oczywiście, że można. Wystarczy, że mamy wystawców np. ze Szwecji, gdzie z jednego pola zbioru na inne jedziemy rowerem i gotowe. Turystyka, że hej. Wszystko da się ze sobą połączyć, uzasadnić, sprzedać i wmówić wystawcom czy odwiedzającym, że impreza się rozrasta. Ha!

Zastanawiam się tylko nad jednym. Czy w dobie ciągłego narzekania, kryzysu i trudnej sytuacji wielu organizatorów szeroko rozumianej turystyki nikt nie dostrzega tego, co ja? Naprawdę jestem tak odosobniony? Kiedyś pracowałem dla branży IT i Telekom. Rokrocznie bywałem na targach Intertelecom w Łodzi, gdzie bywać po prostu trzeba było z tych samych powodów, które wymieniłem wyżej.

Pamiętam poruszenie, gdy po roku 2002 czy 2003 kolejne światowe marki obecne na polskim rynku, takie jak Siemens, Alcatel czy osobno działający jeszcze Lucent Technologies podjęły decyzję o zaprzestaniu uczestnictwa. Nikomu jakoś do głowy nawet nie przyszło, aby pomyśleć – skoro ich nie ma pod dachem, to znaczy, że umarli. Pamiętam też rozmowę z PR-owcem jednej z tych firm – Andrzej, za cenę takiej jednej wystawy robimy 4 czy nawet 6 wysokojakościowych imprez typu Road Show dla naszych stałych czy potencjalnych klientów, gdzie zwrotna z inwestycji ma kilkukrotnie większy sens. Dziś pewnie nie robią już nawet Road Show, bo i ta forma się wypaliła.

Koń to przepiękne i cudowne wręcz zwierzę. Ale dziś pola nie orze się już nawet zwykłym ciągnikiem. Czasy się zmieniają. Narzędzia w turystyce też muszą.

 

Andrzej Glapiak Od 2005 roku związany nieprzerwanie z branżą turystyczną. Najpierw przez pół roku tworzył struktury PR oraz komunikacji marketingowej w Wakacje.pl, później przez 4 lata w konkurencyjnym portalu EasyGo.pl. W czerwcu 2009 roku zarządzał procesem komunikacji związanym z fuzją biznesową obu portali. Od tego czasu prowadzi stałe działania PR dla Enovatis S.A. i jej portali. Od 2008 roku prowadzi własną agencję PR i komunikacji marketingowej – Amber Communications.

Comments

  1. Michał Stradomski

    Idea targów, podobnie jak idea uniwersytetu, opiera się na dwóch filarach: dostępie do informacji, których nie ma nigdzie indziej oraz kontakcie z ludźmi z danego środowiska (naukowego w przypadku uniwersytetu i branżowego w biznesie). Obie te dziedziny powoli wypiera internet: serwisy społecznościowe zastępują spotkania face2face, portale branżowe prezentują oferty lepiej niż stoiska na targach a wiedzę daje internet, a w szczególności kursy on-line typu coursera.org

    W przypadku targów B2C zawsze przeważał ten pierwszy element – informacyjny – i w dobie internetu targi turystyczne nie dają uczestnikom już nic. Szczególnie, że turysta szybciej dziś doleci do Egiptu i zobaczy piramidy niż dojedzie do Poznania na targi, gdzie będzie mógł zobaczyć stoisko Egiptu w kształcie piramidy.

    W przypadku targów B2B tanie linie ułatwiły spotkania nawet na końcu świata, firmy dziś bardziej stawiają na cenę, którą znajdują w sieci, a nie relacje, które buduje się podczas osobistych spotkań na targach, Targów też namnożyło się jak grzybów po deszczu i już żadne nie są „obowiązkowe”. Z nowościami, z wyjątkiem kilku branż, nie czeka się dziś na targi tylko prezentuje je w mgnieniu oka na własnych konferencjach prasowych. Świat poszedł w kierunku usług, które trudno zaprezentować na targach i nowych technologii, których naturalnym środowiskiem prezentacji jest internet….

    Potrzeba kontaktów osobistych w biznesie jest jednak starsza niż piramidy i szybko nie upadnie. Pytanie tylko, jak zachęcić ludzi do osobistych spotkań? Może w każdej branży powinny być jedne targi, na których wystawa firm jest tylko dodatkiem i sposobem finansowania dużego branżowego kongresu? Tam zdobywałoby się branżowe certyfikaty, aktualną wiedzę i nawiązywało osobiste kontakty z kolegami i autorytetami z branży, których znało się dotychczas tylko z sieci?

Dodaj komentarz