Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

Travelmarketing.pl | 24 kwietnia 2017

Scroll to top

Top

1 Komentarz

Bloger podróżniczy a branża travel, czyli co możemy dla siebie zrobić?

Bloger podróżniczy a branża travel, czyli co możemy dla siebie zrobić?
Anna Alboth

Polska blogosfera podróżnicza to coś wyjątkowego na europejskim rynku i dobrze się dzieje, że branża turystyczna zaczęła do dostrzegać. W tej chwili w necie można znaleźć ponad 300 dobrych blogów, które skupiają się na podróżach.

Co to znaczy “dobry blog”?

Dobre to blogi duże, prężnie działające i opiniotwórcze. I kiedy mówię “duże” – nie mam tu tylko na myśli statystyk samego bloga (choć też! Największe polskie blogi podróżnicze miesięcznie czyta więcej osób niż drukowane magazyny “National Geographic Traveler”, “Podróże”, “Voyage” i “Kontynenty” razem wzięte), ale również ich zasięgi w social media (np. 100 000 zasięgu na facebooku miesięcznie, albo 18 000 oglądających na instragramie), a często i jedno, i drugie, i trzecie.

blog1

Blogerzy prężnie działają, bo blogi to takie trochę ich dzieci: prowadzą je sami albo we dwoje, nocami, po godzinach pracy (z tego, co wiem, tylko dwie osoby w Polsce żyją wyłącznie z bloga podróżniczego), na własną rękę dokształcają się w fotografii czy designie, wymyślają coraz to oryginalniejsze dodatki na blogach: cykle, mapy, poradniki.

Blog ma moc opiniotwórczą

W świecie, w którym 90% decyzji podróżniczych jest podejmowanych online, blog ma ogromną moc opiniotwórczą. Dociera do swojej niszy, cieszy się sympatią i zaufaniem swoich czytelników, a także operuje na osobistych wrażeniach i emocjach (a nie tylko na faktach, jak magazyny czy portale o podróżach).

blog2

Wyobraźmy sobie, że czytelnik Jan Kowalski chce wyjechać na narty. Jeśli nie ma ulubionego bloga – jest bardzo prawdopodobne, że przy wyszukiwaniu online w pierwszej dziesiątce i tak trafi, na któryś z blogów (tak, blogerzy dbają o pozycjonowanie). Jeśli ma ulubionego blogera – sprawdzi, czy być może jego bloger w ostatnich latach pisał o nartach. Będzie wolał przeczytać jego opinię niż samemu robić przegląd najróżniejszych możliwości. Bloger pewnie opisał swoje historie, do tego dodał kontakty do osób, które poznał, najlepsze połączenia samolotowe i najtańsze wypożyczalnie w okolicy. Jest duże prawdopodobieństwo, że czytelnik pójdzie na łatwiznę, zaufa blogerowi i pojedzie w to samo miejsce. Albo właśnie nie pojedzie – jeśli bloger dane miejsce odradzał.

Może być też odwrotnie: Kowalski wcale nie planował nart, ale opowieści i zdjęcia blogera tak mu się spodobały, że nart mu się zachciało. Albo: zawsze jeździł do Austrii, a teraz widzi (czarno na białym, od zaufanego człowieka), że w Gruzji jest taniej i ciekawiej, a tak samo pięknie.

Zaufanie i inspiracja – to najmocniejsze strony blogerów

No to teraz, krok po kroku, prześledźmy początki takiej ewentualnej współpracy. Wyobraźmy sobie: region Kraina. Zanim zaczniemy poszukiwania blogera, odpowiedzmy sobie na parę pytań: czy chcemy, żeby o Krainie się więcej mówiło, żeby więcej osób przyjeżdżało, żeby przyjeżdżali latem (bo np. zimą już przyjeżdżają), żeby przyjeżdżali młodzi (bo np. starsi już przyjeżdżają)?

Jeśli wiemy już, na czym nam konkretnie zależy, zagłębiamy się w blogosferę. Którego blogera wybrać? Sprawdźmy: czy dany bloger pisał już o Krainie, albo o regionach Krainie podobnych? Czy jego zainteresowania i rodzaj podróżowania jest zgodny z tym, na czym nam zależy? Czy zgadza nam się wiekowo (a raczej: jego grupa docelowa)? Czy go lubimy? Czy on może polubić nas?

I dalej: czy ktoś tego blogera czyta (jego blog, jego social media, czy czytelnicy komentują – czyli są zaangażowani i reagują)? Jakie są jego silne strony (czy robi dobre zdjęcia, świetne filmy, kreatywne mapy)? Czy ma dodatkowe atuty (np. publikuje też w tradycyjnych mediach, prowadzi program radiowy, czy znany jest ze świetnych prezentacji na festiwalach)?

blog3

Z jakim blogerem współpracować?

Niektóre skojarzenia są oczywiste. Jeśli zależy mi na mistrzach krótkich wypadów weekendowych – odezwę się do gdziewyjechac.pl, jeśli chcę coś ugryźć outdoorowo – do loswiaheros.pl, jeśli ma być związek z jedzeniem – do tasteaway.pl, jeśli chcę specjalistów od Polski – do ruszajwdroge.pl, jeśli zależy mi na oryginalnych zdjęciach – do adamantwanderer.com, jeśli na filmie – do livealife.pl, jeśli na dobrej prezentacji po – do phontour.pl, jeśli potrzebuję szalonej dziewczyny – to do pojechana.pl, jeśli samotnego rowerzysty – do kolemsietoczy.pl, a jeśli chcę uderzyć do młodych – do zyciejestpiekne.eu. A to tylko pierwsze kilka przykładów spośród 300 dobrych blogów.

Co robimy dalej? Trzeba wypracować wspólny program, akceptowalny dla obu stron: przesłanie, zgranie w internecie (wspólny hashtag), trasę i cenę. Jeśli wszystko fajnie się udaje – na współpracy bardzo skorzystają wszyscy: Kraina (bo będzie wypromowana, wypozycjonowana, tekst o niej zawiśnie na zawsze w internecie), bloger (bo zrobi coś, w sposób, w który lubi, będzie mieć materiał na blogu, wypromowany przez Krainę, no i zarobi) oraz czytelnik (który dostanie rzetelnie przygotowany materiał, a być może dodatkowo konkurs z nagrodami).

Co lubią blogerzy?

Z własnego doświadczenia, ale też z rozmów z kilkudziesięcioma polskimi i zagranicznymi blogerami podróżniczymi, mogę zdradzić ze strony blogerskiej kilka sekretów:

Co blogerzy w takiej współpracy lubią? Lubią: indywidualny program (choć w tak dużym gronie znajdą się też tacy, którzy chętnie wybiorą się na study tour w większym blogerskim gronie), prawdziwe doświadczenia (czyli lubią robić rzeczy naprawdę, żeby naprawdę móc je potem opisać), mieć swobodę relacji (znają najlepiej swoich czytelników, wiedzą: jak, o czym i kiedy pisać) i – choć to może brzmi banalnie, ale wcale tak banalne nie jest – mieć dostęp do internetu.

Co blogerzy lubią bardzo? Bardzo lubią, jeśli efekty takiej współpracy mogą mieć więcej wymiarów (np. Kraina podczas robienia kalendarza na przyszły rok, albo festiwalu krainowego – zaangażuje ich znów do współpracy, kupi od nich zdjęcia, itd). Bardzo lubią być zaskoczeni i docenieni (często piszą też o swoich planach czy marzeniach na blogach). Bardzo lubią mieć logistyczną pomoc w swoich własnych pomysłach, podczas odwiedzania Krainy. Lubią, kiedy ze współpracy wynika też coś bardzo fajnego dla ich bardzo fajnych czytelników (np. nagrody)

A czego blogerzy nie lubią?

Nie lubią maili-propozycji “kopiuj-wklej”, które pokazują kompletne nieprzygotowanie wysyłających owe maile. Ja np. bardzo często dostaję propozycje współpracy w temacie: smoczków, pieluszek i dziecięcych wózków, choć moje dziewczyny mają już 5 i 6 lat :). Naprawdę warto brać pod uwagę, że blogi, i stojący za nimi blogerzy, są bardzo różni.

Blogerzy nie lubią też nie otrzymywać wynagrodzenia za swoją pracę. Tak – pracę. Bo zapewnienie kosztów przejazdu i noclegu, to – w coraz większej ilości przypadków – za mało. Jeśli para blogerów ma się wybrać na 5 dni do Krainy – oznacza to dla nich, że każde musi wziąć urlop ze swojej normalnej pracy, że spędzą przynajmniej jeden dzień przed na przygotowaniach (jeśli traktują sprawę poważnie) i przynajmniej jeden dzień po na tworzeniu materiałów (wpisów, montażu filmów, promocji). Z małego researchu na ten temat (to nie tajemnica!): w tej chwili polskim blogerom podróżniczym za jeden dzień pracy w projektach polskich płaci się od 0 do 2000 złotych, a w projektach międzynarodowych: od 200 do 500 euro.

Podsumowanie

Dlaczego warto przemyśleć współpracę z blogerem? Koniec końców wychodzi to taniej niż promocja w mediach tradycyjnych. Dociera się do większej ilości, zainteresowanych, osób. A przekaz dokonuje się przez osobę, której czytelnicy ufają, a nawet krótka wizyta blogera może przynieść długofalowy skutek.

Takie numerki i przykłady na koniec: kampania austriacka (zobaczcie, ile warta!)

blog4

czy wyszukiwanie Dolnej Saksonii (bloger na trzecim miejscu!)

blog6

Anna Alboth - prowadzi bloga Rodzina Bez Granic (TheFamilyWithoutBorders.com), który znalazł się w złotej dziesiątce najbardziej wpływowych blogów w Polsce i jest największym blogiem o rodzinnym podróżowaniu w Europie, współzałożyła Bloceanię (Bloceania.pl), kreatywną grupę twórców internetowych.

Comments

  1. Lukasz Dybalski

    Polska blogosfera, tak jak każda inna, ma swoje jasne, ale i ciemne strony. Przyglądam się jej (i nie tylko jej) od wielu lat (sam bloga prowadzę od roku). Czasem tyle w niej lukru i miodu, że zawstydziłoby to Kubusia Puchatka 😉 Zbyt często obserwuje przerost formy nad treścią. Ci najwięksi, wybaczcie szczerość, nie zawsze do końca oferują jakość. Dziś lecą na fali, bo mają kilkuletni staż. Tylko nieliczni wykonują wciąż tytaniczną pracę i niezmiennie zaskakują. Rośnie grupa młodych (stażem) i prężnych. Depczą po piętach. Znaczenie będzie miała specjalizacja: wideo, reportaże, porady itp. A firmy, swoją drogą, pazernie liczą złotówki licząc na to, że bloger czy też „pisacz” wykona robotę za pół darmo. Ale on na swój sprzęt musiał zapracować, żeby film zmontować albo tekst napisać, też musi zrobić to na czymś. Nie skrobie na płótnie. Firmy, pamiętajcie o tym. Pozdrówka 🙂

Dodaj komentarz